Bajka o śpiącej królewnie- dobre wróżki- moje przemyślenia

Pamiętacie bajkę o śpiącej królewnie? Miała ona na imię bodajże Aurora. Ostatnio przypomniała mi się ta bajka, jak miałam okazję zobaczyć ją na przedstawieniu szkolnym mojej siostry. O mały włos bym na nie nie zdążyła, bo Warszawa tego dnia była zakorkowana kompletnie, nie było gdzie nogi włożyć.

Dobra wróżka łatwo budzi zaufanie

wróżkaNo ale jakoś się udało. W bajce tej jest księżniczka, którą wychowują wróżki. Jedna zła wróżka rzuciła na nią klątwę, i te dobre, chciały ja odgrodzić od pałacu i nie doprowadzić do tego, aby coś jej się stało. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy to możliwe, aby wróżka była zła? Przecież ta w bajce była jak najbardziej zła, bo rzuciła taką straszną klątwę. a przecież każdemu wróżki kojarzą się z kimś bardzo dobrym. I taka dobra wróżka u nikogo nie budzi zdziwienia, bo to jest przyjęty standard. Jednak, gdy pojawia się zła, zaczynam się zastanawiać, jak to jest możliwe. Przecież wróżki i te ich malutkie skrzydełka i magiczne pyłki, zawsze pomagają ludziom. Więc tamta niedobra, powinna się nazywać inaczej niż wróżka. Bardziej raczej jak wiedźma. Bo nie ma chyba dobrych wiedźm prawda? Są tylko złe. Może i mam dziwne przemyślenia, ale wybaczcie, siedząc dwie godziny i oglądając takie przedstawienie, to różne myśli nachodziły moją głowę. Moja siostra byłą akurat taką złą wróżką, i śmiałyśmy się z mama, że idealnie do niej ta rola pasuje, bo też jest taka paskudna czasami. Broi, skacze i bałagani. No i jeszcze bywa złośliwa dla koleżanek, jak coś jej nie pasuje.

Dlatego uważam, że nikt lepiej by tej roli nie zagrał, bo nasza mała paskuda praktycznie nie musiała grać, była po prostu sobą. Zła wróżka pasuje do niej, jak ulał. Przedstawienie oczywiście bardzo mi się podobało, dobrze, że na nie zdążyłam, bo bym żałowała, że mnie nie było.

Tekst powstał w oparciu o stronę http://norman-astrolog.pl